Chełmianie zainteresowani restytucją majątków kresowych

akcja chelm

- Dla chełmian Kresy (w rozumieniu przedwojennym) to nie dalekie w czasie i przestrzeni wspomnienie, ale rzeczywistość dotykalna na wyciągnięcie ręki, po drugiej stronie Bugu, który rozdziela Ziemie Chełmską na połowy, tę w obecnych granicach RP, i tę pozostawioną na Ukrainie – mówili uczestnicy spotkania Powiernictwa Kresowego w Chełmie. Ta działająca od kilku miesięcy organizacja proponuje bezpłatną pomoc prawną wszystkim zainteresowanym uzyskaniem rekompensat za mienie pozostawione na dawnych wschodnich ziemiach Rzeczypospolitej oraz tym potomkom dawnych właścicieli, którzy gotowi są na drodze sądowej odzyskać dziedzictwo ojców i dziadów.

Pierwsze pozwy już złożone

- Sytuacja prawna polskich roszczeń na Ukrainie zmieniła się po podpisaniu i ratyfikacji Układu Stowarzyszeniowego Ukraina – Unia Europejska. W dokumencie tym władze w Kijowie zobowiązały się dostosować swoje przepisy do standardów europejskich, jak również docelowo uznać jurysdykcję Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Strasburgu. Oznacza to, że Ukraina zobowiązuje się szanować m.in. święte prawo własności, stanowiące fundament ładu prawnego Europy. A właścicielami majątków na Kresach są ci, którzy wciąż figurują w księgach wieczystych, mają dokumenty potwierdzające własność, akty nadania, umowy kupna i inne dowody z dokumentów – tłumaczył w Chełmie Konrad Rękas, prezes Powiernictwa Kresowego. Do sądów na Ukrainie trafiły już pierwsze pozwy kresowian, w kolejce czekają już setki następnych, a do organizacji zgłaszają się kolejne osoby i rodziny zainteresowane procesem restytucji. - Mamy świadomość, że będzie on długotrwały, jednak nawet przy oporach strony ukraińskiej, postępowania znajdą swój finał w Strasburgu, gdzie prawa właścicieli po prostu muszą zostać uznane – podkreśla Rękas.

Różne historie – jeden cel

Niektórzy zainteresowani chełmianie na spotkanie w Wyższej Szkole Stosunków Międzynarodowych i Komunikacji Społecznej przyszli już z dokumentami. Stan zgłoszonych spraw jest tak różny, jak chaotyczne i zróżnicowane było dotąd postępowanie państwa polskiego w kwestiach reprywatyzacyjnych, restytucyjnych i kresowych. Pani Janina bezskutecznie ubiegała się o rekompensatę za gospodarstwo dziadków na Wołyniu w drodze tzw. ustawy o mieniu zabużańskim. Pan Zdzisław z kolei dysponuje kompletem dokumentów, w tym nawet notarialną umową kupna domu z zabudowaniami gospodarczymi we Włodzimierzu Wołyńskim, a więc jego sprawa może już po opracowaniu pozwu trafić do ukraińskiego sądu. Z kolei pani Elżbieta wie tylko gdzie był dom jej babci, która jako dziecko uratowała się z Rzezi Wołyńskiej. W tym przypadku do pracy ruszą archiwiści, którzy potrzebne dokumenty odnajdą w dawnych księgach wieczystych. - Każdy przypadek traktujemy indywidualnie, działamy całkowicie pro bono, natomiast prawo jest wreszcie po naszej stronie i grzechem zaniechania byłoby z tego nie skorzystać – uważa Rękas.