Rzeź Wołyńska 2016?

Czy uklęknięcie Poroszenki przed Krzyżem Wołyńskim i straszny łamaniec słowny Jarosława Kaczyńskiego, zakończony jednak wyduszonym „to było ludobójstwo” - to coś pozytywnego? Owszem. Czy to kończy i wyczerpuje temat uznania ludobójstwa na Kresach i zadośćuczynienia za tę zbrodnię? Nie.

Wołyń 3

Puste gesty i gierki

Co gorsza, oba te zdarzenia nie mogą być niestety widziane bez kontekstu, którym jest dopisanie do obu bardzo dużego ALE zarówno przez ukraińskiego prezydenta, jak i Prezesa III RP. Poroszenko wybierając opcję milczącą – ułatwił sobie sprawę tak, by nie powiedzieć niczego, co mogłoby mu utrudnić posługiwanie się banderyzmem bezpośrednio na Ukrainie. Mamy więc pusty gest – bez jasnej deklaracji politycznej, bez konsekwencji i następstw prawnych czy państwowych.

Z kolei prezes Kaczyński, korzystając ze swego formalnie nieformalnego statusu mógł, sobie powiedzieć słówko więcej – ale przecież nikt nie ma wątpliwości, że to jego decyzją jest sabotowanie postulatów Kresowian przez marszałka Kuchcińskiego i PiS-owską większość sejmową. Poza tym dodane od razu do głośnej już wypowiedzi ALE, dziwaczne życzenie, by tacy np. Ajdarowcy odwoływali się do dziedzictwa... Sprawiedliwych Ukraińców czyni całe wystąpienie co najmniej dziwacznym i z góry rozgrzeszającym „prowadzących heroiczną walkę w obronie swojego narodu”. Bo to właśnie nadal jest to samo „pomijanie i relatywizowanie”, które niby to Kaczyński potępił.

Nie te lata

Jesteśmy bowiem w sytuacji, kiedy pod ogromnym i wieloletnim naciskiem obywatelskim władza czyni wreszcie, acz niechętnie gesty, które może np. w 2009 r. były jeszcze całkiem satysfakcjonujące dla Kresowian, wygłodniałych elementarnej choćby pamięci historycznej sankcjonowanej przez państwo polskie. Dziś jednak opór większości sejmowej przed ustawowym usankcjonowaniem Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa, uciekanie się do uchwał, które najwyżej o milimetr są bliższe oczekiwaniem coraz liczniejszych rzesz zniecierpliwionego narodu – tylko irytują i potwierdzają nieodmiennie złą wolę „elit” III RP. Nie inaczej też jawi się tradycyjne już i w istocie nużące przypominanie sobie o Kresowianach przez ludowców, którzy takich nawrotów pamięci dostają tylko będąc w opozycji, ale nigdy nie partycypując we władzy. W dodatku „zielonym” energii starcza tylko na nic nie kosztujące deklaracje, podczas gdy w sferze konkretów – to np. PSL-owscy samorządowcy wydawali pieniądze polskich podatników na leczenie w publicznych szpitalach rannych bojówkarzy ukraińskich. Słowem – Jarosław Kalinowski, czy ostatnio Władysław Kosiniak-Kamysz mogą sobie opowiadać, jak to nie znoszą historycznych banderowców, a równolegle wiceprezes NKW PSL, ówczesny marszałek a dziś europoseł Krzysztof Hetman przywraca sprawność bojowo-bandycką banderowcom jak najbardziej żywym i gotowym do powtórzenia Rzezi Wołyńskiej w jeszcze większej skali.

Realna powtórka zbrodni

Politycy III RP, jak to przeważnie zresztą bywa – są po prostu co najmniej pół kroku za własnym (?) społeczeństwem, wciąż licząc, że jakoś je przetrzymają, omamią nic nie kosztującymi gestami – i zaprowadzą tam gdzie chcą. W tym przypadku – w ślepy zaułek dalszego bezwarunkowego popierania władz w Kijowie, których przedstawiciele u siebie kiedy klękają – to nie przed ofiarami, ale przed sprawcami ludobójstwa kresowego. Dlatego każdy z ostatnich geścików, choćby pozornie najpozytywniejszy – trzeba sprowadzić do właściwego wymiaru, do momentu, w którym znajduje się np. polska świadomość historyczna, a także do jak najbardziej bieżących i przyszłych niebezpieczeństw związanych z nieprzerwanym wzrostem wpływów banderyzmu jako ideologii państwowej Ukrainy.

Przede wszystkim musimy głośno wołać to, co tak uparcie chcą zignorować i zagadać politycy III RP – że gra toczy się już nie tylko o uznanie historycznych zbrodni banderowskich za ludobójstwo, bo to oczywiste już nawet dla tych, którzy mu głośno zaprzeczają. Chodzi o to, by do podobnego zagrożenia dla polskiej egzystencji narodowej nie doszło nawet nie „nigdy”, bo to zbyt uspokajające słowo – ale by nie powtórzyło się dziś, za miesiąc, w przyszłym roku, wraz z wciąż obserwowanymi postępami nacjonalizmu na Ukrainie,rękoma takich bojców jak fetowana haniebnie w Polsce Sawczenko. A takiego zabezpieczenia pomruki Kaczyńskiego, lawirowanie Kuchcińskiego, czy politycznie gierki Kosiniak-Kamysza nigdy Polsce i Polakom nie zapewnią.

Konrad Rękas