Hajdamacka pogarda i polska siła

Nieustające wyciąganie do Ukrainy rąk na zgodę (pełnych pieniędzy, a ostatnio także gazu) nieuchronnie prowadzi do tego, że w podzięce nam jeszcze banderowcy i oligarchowie w ręce te naplują.

 

3 3

Lwów zawsze polski

Weźmy pierwszy z brzegu przykład. Oto tuż po tym, gdy władze III RP w podzięce za antypolski marsz we Lwowie oddały Ukrainie kupiony za polskie pieniądze gaz – ze słowami wdzięczności pospieszył Rusłan Koszulinski, były wiceprzewodniczący Rady Najwyższej Ukrainy, jeden z liderów banderowskiej Swobody, polityk bardzo wpływowy i reprezentatywny zwłaszcza dla ukraińskich pomysłów na „Lwiwszczynę” i układanie sobie relacji z Polską nie tylko na obszarze bliskiego pogranicza. W telewizyjnym wywiadzie udzielonym kanałowi Перший:UA – Koszuliński oświadczył m.in., że należy intensyfikować antypolskie działania w samym Lwowie i na całej Ukrainie nie obawiając się polskiej reakcji, ani nawet ewentualnego zmniejszenia napływu polskich turystów, przed którym ostrzegają ostatnie nie sterroryzowani jeszcze przez banderowców mieszkańcy i przedsiębiorcy Małopolski Wschodniej i Wołynia. Zdaniem lidera Swobody ryzyko jest żadne, a i strata byłaby niewielka, bo "polscy turyści nie wnoszą wiele do budżetu Lwowa, a po przyjeździe co najwyżej kupują wódkę".

Cóż, na takie dictum należałoby odpowiedzieć, że po pierwsze - owszem, kupujemy. Bo trudno na trzeźwo znieść co ta swołocz, najpierw bolszewicka, potem złodziejska, a teraz złodziejska i nazistowska pospołu zrobiły z polskim Lwowem[i]. Po drugie trzeba zauważyć, że jeśli ukraińscy naziści i oligarchowie mają jakiś problem z zarządzaniem budżetem tego i innych miast kresowych - to chętnie ich wyręczymy...

 

Przewodniczący Koszuliński po raz kolejny wezwał także do ponownego zdemolowania Cmentarza Orląt Lwowskich. Choć przecież polska symbolika tej nekropolii i tak w drodze chorych i szkodliwych „kompromisów” została przecież okrojona – banderowcom przeszkadza... Szczerbiec, jako symbol „imperialistycznej dominacji Polski nad Rusią”. Ha, gdyby się tak bliżej zastanowić – to może faktycznie, banderowska gadzina słusznie boi się polskiego miecza i kuli się w strachu co mogłoby się wydarzyć, gdyby Polacy zaczęli się rządzić sami, we własnym narodowym interesie…?

Nauczyć i pomóc

Stosunek ukraińskich nazistów do Polski i Polaków to właśnie takie hajdamackie przemieszanie strachu, nienawiści i pogardy. Banderowcy gardzą współczesną Rzecząpospolitą widząc jej słabość i płaszczenie się jej władz nie tylko przed Waszyngtonem, ale nawet przed Kijowem. Z drugiej jednak strony obawiają się wiedząc, że Polska wyzwolona i rządna byłaby w stanie rozwiązać problem banderowski także na Kresach równie, a może nawet bardziej skutecznie, niż wspólnie z Rosją uczyniła to 70 lat temu. Połączenie tych dwóch uzupełniających się uczuć – pogardy i przerażenia potęguje tylko banderowską nienawiść, której wykwity widać już nie tylko na lwowskich ulicach.

A przy tym wszystkim cwani naziści wiedzą, że i na zewnątrz, i w oczach nie zakażonych jeszcze Ukraińców lepiej sprzedadzą się jako… ofiary Polaków i obrońcy narodu przed rzekomą „polską agresją”! W tym właśnie duchu rzeczony Koszuliński opowiadał m.in. głodne kawałki, jak to "w Polsce bije się Ukraińców za to tylko, że są Ukraińcami".

Otóż, panie Koszuliński (a propos, mamusia albo babcia nie sługiwała gdzieś w jakimś polskim dworze?) - Ukraińcy do Polski UCIEKAJĄ PRZED TAKIMI JAK PAN. Bo u nas nie ma nazistowskiego terroru na ulicach, jak we Lwowie, bo tu ich nie okradają oligarchowie, jak w Kijowie (a wszystkie przypadki nieuczciwego wykorzystywania ukraińskich pracowników należy zdecydowanie tępić). Jest tu czasowo miejsce dla każdego uczciwie pracującego pańskiego rodaka, który ma dość bagna, w które zamieniliście swoje państwo. Ale miejsce to powinno znaleźć się także przede wszystkim po to, by Ukraińcy przestali się wreszcie bać, wrócili do siebie i zrobili porządek z taką banderowską hołotą jak Koszuliński, Tiahnybok oraz złodziejami takimi, jak Poroszenko i Tymoszenko. A jeśli nie dadzą rady sami, to powinniśmy im w tym pomóc. We wspólnym, dobrze rozumianym interesie!

Wielki naród

Oczywiście, by to uczynić Polacy muszą jednak najpierw odzyskać własne państwo, też chorobliwie słabe, też rządzone przesz oszustów i sługusów zagranicy. Pisząc jednak program dla Polski AD 2018 musimy nie tylko umiejscawiać naszą ojczyznę w środowisku międzynarodowym, także mierząc ją z narastającym zagrożeniem banderowskim. Musimy też przede wszystkim myśleć w kategoriach szerszych niż tylko obecne granice RP i liczba jej obywateli. Polskość sięga dalej niż nasze dzisiejsze słupy graniczne i książeczki paszportowe. Program dla Polski i Polaków, przyszłość Polski i Polaków to także, a może przede wszystkim odpowiedź na potrzeby całego narodu polskiego – i jego części w diasporze, rozsianej po świecie, i naszych rodaków strzegących Ziemi Ojców pod Wilnem, Dyneburgiem, Grodnem, Lwowem, Żytomierzem i Kamieńcem. Dopiero takiej sile ulegnie każda hajdamacka pogarda i nienawiść.

Konrad Rękas

Prezes Powiernictwa Kresowego

 


[i] Niektórzy skażeni banderyzmem Ukraińcy próbują nieudolnie drwić:

"Skoro Lwów polski - to Wrocław niemiecki?"

Nie, nie, nie. Nadal niczego nie rozumiecie. Wrocław polski, bo go trzymamy i nie oddamy. A Lwów polski, bo go mieliśmy i znowu mieć będziemy! Oczywiście, na początek odzyskując polską własność – nie tylko zresztą we Lwowie, ale na całych polskich – ZAWSZE POLSKICH – Kresach.